niedziela, 2 lutego 2014

Rodział 2

Jestem ^^ Trochę szkoda że nikt nie skomentował poprzedniego postu, ale przynajmniej mam obserwatora. No dobra, trzeba trochę rozreklamować bloga. A tymczasem: rozdział drugi.

~*~*~*~

Przecież takie rzeczy nie istnieją. To nie jest możliwe.
A jednak. Na naszym szkolnym podwórzu stało (o ile mogę tak powiedzieć) skrzyżowanie kobiety z wężem. Bardzo zabawne.
- Powiedz, że to iluzja. Projekcja. Hologram - powiedziałem do Aelity. Pokręciła głową.
- To... istnieje naprawdę.
Zauważyłem strach w jej oczach, mimo to wyglądała jakby spotkała się z czymś takim już wiele razy.
Wężowa kobieta spojrzała na mnie. W ręku trzymała łuk, na plecach miała kołczan pełen strzał. Jej skóra była w niezdrowym, zielonkawym odcieniu. Miała pomarańczowobrązowe dredy. Fuj! Zaraz, czemu one się poruszają?
Gorgona.
Słyszałem tę nazwę tylko raz, na lekcji historii, kiedy uczyliśmy się o mitologii. Nie wiem, czemu tak zapadło mi w pamięć.
Potworna kobieta napięła łuk. Celowała we mnie.
A później... Uniosła się w górę. Nie mam pojęcia, jak. Nie zdążyłem się nad tym zastanowić, ponieważ z zadziwiającą prędkością uderzyła w ziemię. Został po niej tylko żółty pył.
- To ty? - zapytałem Aelitę. Pokiwała głową. - Należysz do Zakonu Jedi?
- To nie było śmieszne. - odpowiedziała.
Zdałem sobie sprawę, że to co powiedziałem było strasznie głupie. Oczywiście, że nie istnieje coś takiego jak Jedi. Z resztą dziewczyny unoszące gorgony siłą umysłu także.
- Więc... kim jesteś?
- A kim ty jesteś, Dylan? - zapytała.
Chciałem rzec: jestem Dylan Black, uczeń tej szkoły, syn...
Nie znałem swojej matki. Ojciec nie chciał mi powiedzieć, kim była. Coś we mnie pękło. Miałem ochotę się popłakać. Postanowiłem jednak być twardy.
- A ty wiesz?
- Nie. Ale wiem jak się dowiedzieć.

~*~*~*~

Kolejny krótki rozdział... Mam nadzieję, że się rozkręcę w następnych. Mam nadzieję, że się podobało :3

Tak, znowu to piszę.

poniedziałek, 27 stycznia 2014

Rozdział I

Hej c: Postanowiłam założyć własnego bloga z moim opowiadaniem, które tworzy się w mojej głowie od kilku dni. Jeśli uda ci się dotrzeć do końca tego rozdziału, proszę, napisz co o nim sądzisz - będę wdzięczna. :3

~*~*~*~*~*~

  Nienawidzę moich znajomych. Nienawidzę mojej szkoły. Szczególnie nienawidzę Aelity, która w to wszystko mnie wpakowała.
  Zapowiadał się całkiem znośny dzień - nikt z klasy nie chciał mnie zabić ani nawet upokorzyć. Nie wiem, czemu, ale wszyscy uznali mnie za kozła ofiarnego. Jestem dosyć silny i myślę, że mógłbym sobie poradzić z jednym z naszych szkolnych tyranów, ale uwzięła się na mnie cała banda osiłków.
  Tchórze. Boją się kogoś zlać samemu, mimo iż zazwyczaj mają przewagę. Nie wystarcza to im. Wolą znęcać się nad wszystkimi razem, bo tak jest im łatwiej. Najgorsze jest to, że zawsze biją tak, aby później nie było widać. Kilkakrotnie byłem z tym u dyrektorki, ale ona nic sobie z tego nie zrobiła. Uznała, że nie mam dowodów. (Co z tego, że jeszcze kilka młodszych niż ja uczniów miało ten sam problem!)
  Tego dnia jednak postanowili mi odpuścić. Nie miałem pojęcia, jakie są przyczyny takiego pokojowego zachowania, jednak bardzo mi to odpowiadało. Stałem przy parapecie i wpatrywałem się w paprotkę na ścianie. I wtedy zobaczyłem ją: Aelitę Brown. Wpatrywała się we mnie swoimi wielkimi, zielonymi oczami. Aelita chodzi ze mną do kasy, chociaż wcześniej nie zwracałem na nią uwagi. Miała proste, brązowe włosy opadające do ramion, śniadą cerę i pogodne rysy twarzy. Zawsze ubierała się na kolorowo, jednak mało kto chociażby na nią spojrzał.
- Cześć - uśmiechnąłem się do niej.
  To słowo wyrwało ją z transu. Pisnęła cicho, z pewnością byłem jedyną osobą, która ją usłyszała. Nie odpowiedziała nic, tylko złapała mnie za rękę i pociągnęła ku wyjściu.
  Byłem nieco zmieszany. Ta dziewczyna nigdy nikim się nie interesowała, z resztą z wzajemnością. O co jej chodzi? Z resztą, wychodzenie ze szkoły w czasie lekcji bądź przerwy jest karane. Totalna wariatka. Nie wiem, czemu, ale nawet nie próbowałem się wyrywać, chociaż wiem, że ta drobna dziewczyna z pewnością by sobie nie poradziła.
  Aelita pchnęła drzwi i pociągnęła mnie mocniej. Stałem teraz obok niej, na schodach. Zimny wiatr od razu uderzył mnie w twarz. No, nie dosłownie. Nie wiem, skąd to się wzięło - był niemal początek lata.
- Spójrz - powiedziała aksamitnym głosem.
  Zaniemówiłem.

~*~

Wiem, że krótko, ale weny brak. Postaram się, aby następny rozdział był dłuższy. Mam nadzieję, że się podobało :3